Zapiekanki!

No, to się doczekałem śniadanka! Prawie, podkreślam – prawie, jak za dawnych, tłustych lat. A konkretnie to był jeden wielki liść sałaty, na tym dwie kromeczki chleba pełnoziarnistego, na nich wędzona pierś z kurczaka – bez skóry oczywiście, to bardzo ważne. Przykryte to zostało 20g sera Gouda z więcej niż kleksem ketchupu. A na zakąskę – papryki żółte i czerwone, posypane przyprawami ziołowymi. Całość – 350kcal. Palce lizać!

A dzisiaj weselej

No, od razu lepiej. Może sukces nie jest specjalnie oszałamiający, ale już jestem po ważeniu. A dlatego już, że musiałem bardzo wcześnie wstać i zasiąść do pracy… Więc spokojnie minęła godzina od pobudki, zdążyłem zrobić toaletę, popracować i tak dalej. No ale czas przejść do rzeczy – [waga-dzisiaj]! Jasne, było już mniej, ale strasznie się bałem po wczorajszym ważeniu… Na szczęście jest pół kilograma w dół.
No i jeszcze jeden parametr, BMI – [bmi].

Smutno mi, smutno

Śniadanko smutne, bo i ja smutny. I w ogóle, wpis jakoś tak mi się przytrafia dopiero w okolice podwieczorku. Śniadanie, samo z siebie, było przepyszne – kanapeczki ze schabem własnej roboty, do tego pomidorek i ogóreczek. No i kubek kawy, rozpuszczalnej, bez cukru. Z jednej łyżeczki. Co, rzecz jasna, nie chroni przed szklanką wody na początek.
A skąd smuteczek? Ano, dzisiaj waga pokazała mi tyle samo, co przedwczoraj… [waga-dzisiaj], BMI – [bmi]. A to pogorszenie od wczoraj. Jestem [dzien-diety] dzień na diecie i ciągle nie wiem, skąd te wahania. Oby w dół, oby w dół!
Na drugie śniadanie zjadłem nektarynkę i jabłko.
Obiadek to dwa krokiety popite kubkiem barszczu czerwonego.
Podwieczorek – musli w jogurcie naturalnym.
A na kolację zjem dwa faszerowane jajka i dwie kromeczki z masełkiem. Oczywiście specjalnego pieczywka, z chlebkiem to on dużo wspólnego nie ma!
Taki to dzień, niedziela. Niby wszystko dobrze, ale ta waga…

Śledź po japońsku

Śledź po japońsku, a donoś po polsku, jak to kiedyś słyszałem w kabarecie Tey. Pyszna kolacyjka, niewielka, lekka, dająca poczucie sytości. Palce lizać! I tylko 200kcal!

Podwieczorek na słodko

Czwarty posiłek w ciągu dnia, dzisiaj na słodko. Ryż z miodem, z rodzynkami, jabłkami i cynamonem. Od czasu do czasu trzeba zjeść coś słodkiego, prawda? A teraz niespodzianka – ten słodki deserek, to około 180kcal. I dieta dzienna ciągle jest utrzymana w ryzach 1200 – 1400 kcal. To już [dzien-diety] dzień na diecie i czuję się fantastycznie. Dzisiaj zrobiłem sobie jeszcze trzydzieści tak zwanych brzuszków i dziesięć pompek. Muszę przyznać, że powrót do normalnych ćwiczeń fizycznych, jak przed laty, jest niezwykle bolesny.

Pyszny obiadek

Obiadek – pierwsza klasa. Młode ziemniaczki w mundurkach, w nikłej ilości sosu z koperku, młodej cebulki i jogurtu. Przy czym człowiek mundurki spożywa grzecznie. Do tego kapusta kiszona z marchewką i schabowy. I teraz uwaga – schabowy wcale nie od święta! Nie, że jakoś często, ale już kilka razy jadłem kotlet schabowy. Ma jednak pewną tajemnicę – panierkę. Panierka zrobiona jest z chleba razowego, żytniego z ziarnami. No dobrze, ma też i drugą tajemnicę. Standardowy kotlet schabowy, to jakieś 200g, mój nie przekracza 120g. I ten pyszny, pożywny i zapełniający obiadek nie wyczerpuje nawet połowy dziennego limitu – to niecałe 450 kcal. Ach, jeszcze nieodzowna szklanka wody!

Jogurt i pomarańcza

Dzisiaj na drugie śniadanie jogurt śliwkowy z musli i pomarańcza. I szklanka wody, nie inaczej. Swoją drogą, nie znoszę tego śliwkowego zapachu i to zapachu śliwki pieczonej co najmniej. W smaku jest nieco lepiej. Cóż, to dla diety, poświęcić się warto.

Upragniony poziom

Upragniony poziom wagi, krok pierwszy, coraz bliżej. Oczywiście od pierwszego kroku zaczyna się moja najdłuższa, jak przypuszczam, podróż. Podróż w głąb siebie i tym podobne pseudofilozoficzne bzdury. Było nie było, dzisiaj na wadze stuknęło [waga-dzisiaj], BMI – [bmi]! A to już naprawdę blisko limitu wagi z której codziennie korzystam (180,0 kg). Oczywiście ta waga się chwieje, najmniejsza jaką udało mi się uzyskać dzisiaj to 179,7 kg ale tego rezultatu nie bierzemy pod uwagę – zasady są jasne.

Pomidorówka

Dzisiaj na obiadek – pomidorówka. Dużo jej nie ma, maleńka miseczka. Z makaronem. Co ciekawe, w tej chwili taka miseczka zapewnia, że jestem naprawdę najedzony aż do podwieczorku. Kto by się spodziewał. Oczywiście przed pomidorówką, obowiązkowa szklanka wody. No i, jak tak patrzę na swą nieudolną fotografię, może nie wygląda zbyt apetycznie. Ale była przepyszna!

Zwykła waga

Wreszcie, nadszedł ten dzień, kiedy mogę użyć zwykłej wagi. No, może nie jest taka całkiem zwykła. Te przeciętne, oferują „udźwig” do 150 kilogramów, a do tego mi jeszcze trochę brakuje. Ta potrafi ważyć do 180 kg a nawet odrobinkę więcej, jak się okazało. Pod warunkiem, że stanie się na niej bardzo delikatnie. A więc tak. Dzisiaj mamy rezultat pierwszego domowego ważenia i mam nadzieję, że takie wyniki będę przekazywał codziennie.
Otóż moja dzisiejsza waga to [waga-dzisiaj], BMI – [bmi]. Sam sobie gratuluję!