Pyszny obiadek

Obiadek – pierwsza klasa. Młode ziemniaczki w mundurkach, w nikłej ilości sosu z koperku, młodej cebulki i jogurtu. Przy czym człowiek mundurki spożywa grzecznie. Do tego kapusta kiszona z marchewką i schabowy. I teraz uwaga – schabowy wcale nie od święta! Nie, że jakoś często, ale już kilka razy jadłem kotlet schabowy. Ma jednak pewną tajemnicę – panierkę. Panierka zrobiona jest z chleba razowego, żytniego z ziarnami. No dobrze, ma też i drugą tajemnicę. Standardowy kotlet schabowy, to jakieś 200g, mój nie przekracza 120g. I ten pyszny, pożywny i zapełniający obiadek nie wyczerpuje nawet połowy dziennego limitu – to niecałe 450 kcal. Ach, jeszcze nieodzowna szklanka wody!

Jogurt i pomarańcza

Dzisiaj na drugie śniadanie jogurt śliwkowy z musli i pomarańcza. I szklanka wody, nie inaczej. Swoją drogą, nie znoszę tego śliwkowego zapachu i to zapachu śliwki pieczonej co najmniej. W smaku jest nieco lepiej. Cóż, to dla diety, poświęcić się warto.

Upragniony poziom

Upragniony poziom wagi, krok pierwszy, coraz bliżej. Oczywiście od pierwszego kroku zaczyna się moja najdłuższa, jak przypuszczam, podróż. Podróż w głąb siebie i tym podobne pseudofilozoficzne bzdury. Było nie było, dzisiaj na wadze stuknęło [waga-dzisiaj], BMI – [bmi]! A to już naprawdę blisko limitu wagi z której codziennie korzystam (180,0 kg). Oczywiście ta waga się chwieje, najmniejsza jaką udało mi się uzyskać dzisiaj to 179,7 kg ale tego rezultatu nie bierzemy pod uwagę – zasady są jasne.

Pomidorówka

Dzisiaj na obiadek – pomidorówka. Dużo jej nie ma, maleńka miseczka. Z makaronem. Co ciekawe, w tej chwili taka miseczka zapewnia, że jestem naprawdę najedzony aż do podwieczorku. Kto by się spodziewał. Oczywiście przed pomidorówką, obowiązkowa szklanka wody. No i, jak tak patrzę na swą nieudolną fotografię, może nie wygląda zbyt apetycznie. Ale była przepyszna!

Zwykła waga

Wreszcie, nadszedł ten dzień, kiedy mogę użyć zwykłej wagi. No, może nie jest taka całkiem zwykła. Te przeciętne, oferują „udźwig” do 150 kilogramów, a do tego mi jeszcze trochę brakuje. Ta potrafi ważyć do 180 kg a nawet odrobinkę więcej, jak się okazało. Pod warunkiem, że stanie się na niej bardzo delikatnie. A więc tak. Dzisiaj mamy rezultat pierwszego domowego ważenia i mam nadzieję, że takie wyniki będę przekazywał codziennie.
Otóż moja dzisiejsza waga to [waga-dzisiaj], BMI – [bmi]. Sam sobie gratuluję!

Upragnione urządzenie

Chciałem napisać upragniona waga… Ale to byłoby lekkie przegięcie. Owszem, waga, ale w sensie – urządzenia. Dzisiaj, według gazetki promocyjnej pewnej sieci handlowej – nie wiem, czy wspominać nazwę… W Irlandii bym ją polecił, w Polsce trochę gorzej… Oczywiście to moje prywatne odczucia. W każdym razie, niech tam, w Lidlu, miały być wagi. Marki SilverCrest, co niewiele mi mówiło, ale za to potrafiące zważyć do 180kg! No cóż, nie było wyjścia, należało kupić – szczególnie, że dotychczas ważenie nie bardzo mi wychodziło, bo nie było na czym. Przeciążałem nawet wagę w pewnej klinice weterynaryjnej, a ta potrafiła zważyć do 200kg.
Ktoś powie – idiota. Skoro przeciążałem wagę 200 kg to po co kupować 180 kg? Otóż dlatego, że się odchudzam! To informacja dla tych, co na przykład czytają bloga po raz pierwszy od tego wpisu. No i cóż, liczę na to, że wkrótce ta waga dla mnie zaśpiewa innymi słowami niż tylko „Przeciążenie!” – bo póki co, tak właśnie jest…