Jak się ważę?

No, chwilowo, to w ogóle się nie ważę. Z prostej przyczyny – nie znalazłem odpowiedniej wagi. Za rozsądną cenę. Pojechałem nawet do pewnej kliniki weterynaryjnej, gdzie waga umożliwia „posadzenie obiektu” do 200kg. No cóż, okazało się, że to o wiele za mało. Potem się dowiedziałem, że można było jechać na dworzec, tam bodajże do ćwierć tony i to by zapewne wystarczyło… Według moich obliczeń, bardzo ostrożnych i nie uwzględniających tego, że na początku traci się więcej kilogramów, zaczynam z pułapu ~ 240 kilogramów. To dużo. To nawet bardzo dużo. Jak mogłem do tego dopuścić? No cóż, w dużym skrócie – moja sprawa.
Ważne jest, że zacząłem coś z tym robić.
A motywację mam bardzo silną.
A tak poza tym, to dzisiaj dzień zwycięstwa!
A ja się odchudzam już od [dzien-diety] dni…

Ale wracając do ważenia się. Jak już będę mógł się zważyć na normalnej wadze (poluję na taką do 180kg chociaż), ważenie będzie przebiegało następująco – po obudzeniu się mam godzinę na toaletę poranną tudzież inne ablucje a następnie, w samych slipkach, staję na wadze. I moim oczom ukazuje się wyrok, mam nadzieję, że regularnie skracany.

Dodaj komentarz

Close Menu