Polędwiczka ziołowa

Dzisiaj na obiad – polędwiczka ziołowa z ziemniaczkami oraz surówka z pora z dressingiem jogurtowo-majonezowym.
Delicje, że proszę siadać i palce lizać. I tylko 400 kcal!

Jak tak dalej pójdzie

Jak tak dalej pójdzie, to mi entuzjastycznych tytułów zabraknie! Kolejne czterysta gramów w dół, w porównaniu z wczoraj. Dzisiaj ważę [waga-dzisiaj], BMI – [bmi]. I to bez odwiedzania miejsca, gdzie nawet król piechotą i tak dalej! Coś niebywałego, jak to na smacznych, częstych posiłkach, człowiek może chudnąć. Mnie to pasuje!
Na śniadanko zjadłem dwie parówki z odrobiną ketchupu, kawałek papryki i trzy kromki „tektury”. Drugie śniadanko to jogurt z ziarnami zbóż.
Obiad, na zdjęciu, to pieczone udko kurczaka bez skóry i tłuszczu, ryż z boczniakiem i ziołami i surówka z czerwonego buraka.
A na podwieczorek zjadłem świeżego ananasa i arbuza – oczywiście nie całe, nie całe…
A na kolację będę miał zapiekanki, z wędlinką, serkiem i sałatą.
W ilościach odpowiednich, rzecz jasna.
Nie mogę się doczekać!
Choć głodu, muszę przyznać, nie czuję.

Niezła waga

No, dzisiaj było radośnie w trakcie porannego ważenia, zaledwie [waga-dzisiaj], BMI – [bmi]. Na śniadanko były pyszne kanapeczki, na drugie śniadanie – jogurt owocowy 0% z musli. Musli są bardzo kaloryczne, więc to była ledwo garstka – 50g. Obiadek macie na zdjęciu – zdjęcie wyszło tak sobie, ale to moja wina. Sam obiad był pyszny. Podwieczorek to parę plastrów kalarepki z kefirem a kolacja – sałatka z mięskiem. Paluszki lizać!
Niestety, dzisiaj nie udało mi się pobiegać. Nie, że nie chciałem – po prostu miałem zbyt obolałe nogi, łapały mnie skurcze. Ale przeszedłem sobie ten dystans spacerkiem, to też dopuszczalne. Ba, nawet wymagane… To ja się wychylam z bieganiem.

Długi dzień

Dzisiaj mam bardzo dużo pracy i prawie na nic nie mam czasu. No cóż, bywają takie dni, że nie ma czasu taczek załadować.
Na drugie śniadanie zjadłem sobie nektarynkę pokrojoną na plasterki i wypiłem kubek maślanki czekoladowej. Och, ta odrobina słodkości naprawdę dużo daje. Łącznie to około 160kcal.
Obiadek (na zdjęciu), to prawdziwy majstersztyk kuchenny – risotto z brązowego ryżu. Niby ten brązowy ryż jest bardziej kaloryczny, niż biały, ale plusy przeważają nad minusami. Ma więcej błonnika, co ważne, a także mikro- i makro-elementów. Ryż wymieszany z wędzonym kurczakiem i mieszanką warzyw, przyprawiony szczodrze chili. Ponoć wspomaga to spalanie tłuszczów nasyconych, ale nawet jeżeli nie, to i tak zawsze lubiłem jeść na ostro. Łącznie jakieś 400kcal.
Podwieczorek lekki, serek wiejski z rzodkiewką i koperkiem, co łącznie dało 175kcal.
A na kolację raczyłem się sałatką z tuńczykiem i jajkiem, co kosztowało mnie w okolicach 220kcal.

Smutno mi, smutno

Śniadanko smutne, bo i ja smutny. I w ogóle, wpis jakoś tak mi się przytrafia dopiero w okolice podwieczorku. Śniadanie, samo z siebie, było przepyszne – kanapeczki ze schabem własnej roboty, do tego pomidorek i ogóreczek. No i kubek kawy, rozpuszczalnej, bez cukru. Z jednej łyżeczki. Co, rzecz jasna, nie chroni przed szklanką wody na początek.
A skąd smuteczek? Ano, dzisiaj waga pokazała mi tyle samo, co przedwczoraj… [waga-dzisiaj], BMI – [bmi]. A to pogorszenie od wczoraj. Jestem [dzien-diety] dzień na diecie i ciągle nie wiem, skąd te wahania. Oby w dół, oby w dół!
Na drugie śniadanie zjadłem nektarynkę i jabłko.
Obiadek to dwa krokiety popite kubkiem barszczu czerwonego.
Podwieczorek – musli w jogurcie naturalnym.
A na kolację zjem dwa faszerowane jajka i dwie kromeczki z masełkiem. Oczywiście specjalnego pieczywka, z chlebkiem to on dużo wspólnego nie ma!
Taki to dzień, niedziela. Niby wszystko dobrze, ale ta waga…

Pyszny obiadek

Obiadek – pierwsza klasa. Młode ziemniaczki w mundurkach, w nikłej ilości sosu z koperku, młodej cebulki i jogurtu. Przy czym człowiek mundurki spożywa grzecznie. Do tego kapusta kiszona z marchewką i schabowy. I teraz uwaga – schabowy wcale nie od święta! Nie, że jakoś często, ale już kilka razy jadłem kotlet schabowy. Ma jednak pewną tajemnicę – panierkę. Panierka zrobiona jest z chleba razowego, żytniego z ziarnami. No dobrze, ma też i drugą tajemnicę. Standardowy kotlet schabowy, to jakieś 200g, mój nie przekracza 120g. I ten pyszny, pożywny i zapełniający obiadek nie wyczerpuje nawet połowy dziennego limitu – to niecałe 450 kcal. Ach, jeszcze nieodzowna szklanka wody!

Pomidorówka

Dzisiaj na obiadek – pomidorówka. Dużo jej nie ma, maleńka miseczka. Z makaronem. Co ciekawe, w tej chwili taka miseczka zapewnia, że jestem naprawdę najedzony aż do podwieczorku. Kto by się spodziewał. Oczywiście przed pomidorówką, obowiązkowa szklanka wody. No i, jak tak patrzę na swą nieudolną fotografię, może nie wygląda zbyt apetycznie. Ale była przepyszna!