Body Mass Index

Brzmi groźnie!
A cóż to jest? Body Mass Index, w skrócie BMI, to po prostu wskaźnik masy ciała. Przelicza się go w ten sposób, że masę w kilogramach dzielimy przez wzrost w metrach podniesiony do kwadratu. Mało skomplikowane działanie, każdy może je sobie na kalkulatorze wykonać. Albo zapisać jako formułę w Excelu. Moje BMI… No cóż, to prawie siedemdziesiąt na początku mojej przygody z odchudzaniem się. A od czterdziestu robią operacje na NFZ… Ale o operacjach kiedy indziej.
W każdym razie BMI jest dosyć niedokładne, na przykład takiemu kulturyście, BMI pewnie wykaże otyłość olbrzymią, a facet ma mniej tłuszczu niż zabiedzony przedszkolak. Dodatkowo nie wolno stosować tej skali dla dzieci do lat 14, stosujemy siatkę centylową. No ale na moje potrzeby – daleko mi do kulturysty – to powinno wystarczyć.

Dobry dzień!

Dzień dobry! Dobry dzień!
A nawet – bardzo dobry. Właśnie się dowiedziałem, w firmie, w której pracuję, że chętni dostaną kartę sportową, z której możemy korzystać na bardzo wielu obiektach sportowych. No, mam niedaleko do dwóch basenów, sauny i paru siłowni.
Koniecznie będę musiał skorzystać!
Jak już kupię klapki na siebie i jakieś kąpielówki… A to nie jest proste w moim przypadku, oj nie jest.

Spacerkiem na ćwiczenia

A w zasadzie – ćwiczenia pod postacią spacerku. Mój lekarz rodzinny powiedział mi kiedyś, że jedyne ćwiczenie fizyczne, na jakie mogę sobie pozwolić, to basen. Ale z basenem różnie bywa, raz – że kosztuje i to wcale nie mało, dwa – że pochłania sporo czasu… Bo to dojazd, bo to coś tam. Wiadomo, grubas się tłumaczy.
W każdym razie, zdecydowałem się na spacery.
Nie, że jakieś bardzo dalekie. Dla 99,9% z Was zabrzmi to wręcz śmiesznie – zdecydowałem się spacerować jakieś… No, żeby nie skłamać, 50 metrów. Wbrew pozorom, jak na mnie, to spore osiągnięcie. Przed rozpoczęciem diety miałem problem z przejściem 10 metrów. No, z tymi 50 to też mam… Duży problem, kiedy wracam to dyszę i padam na pysk, ale z dnia na dzień idzie mi coraz lepiej. Będzie dobrze!

Co to za dieta w ogóle?

No właśnie, co to za dieta.
Ogólnie rzecz ujmując, jest to dieta 1200 kcal. Czyli kilokalorii. Dziennie. I ani kalorii więcej. Tak plus minus. Przede wszystkim dbam o zrównoważenie diety tak, aby organizm dostał wszystkie potrzebne składniki diety, mikroelementy i tym podobne. A żeby zaczął wreszcie przepalać sam siebie – to dostaje mniej, niż wynosi dzienne zapotrzebowanie. Ja organizm mam dosyć duży, sporo w nim jeszcze mięśni z zamierzchłej przeszłości, stąd wybór 1200 kilokalorii a nie jakiś inny. Cóż, pożyjemy (a jest szansa!), zobaczymy.

Jak się ważę?

No, chwilowo, to w ogóle się nie ważę. Z prostej przyczyny – nie znalazłem odpowiedniej wagi. Za rozsądną cenę. Pojechałem nawet do pewnej kliniki weterynaryjnej, gdzie waga umożliwia „posadzenie obiektu” do 200kg. No cóż, okazało się, że to o wiele za mało. Potem się dowiedziałem, że można było jechać na dworzec, tam bodajże do ćwierć tony i to by zapewne wystarczyło… Według moich obliczeń, bardzo ostrożnych i nie uwzględniających tego, że na początku traci się więcej kilogramów, zaczynam z pułapu ~ 240 kilogramów. To dużo. To nawet bardzo dużo. Jak mogłem do tego dopuścić? No cóż, w dużym skrócie – moja sprawa.
Ważne jest, że zacząłem coś z tym robić.
A motywację mam bardzo silną.
A tak poza tym, to dzisiaj dzień zwycięstwa!
A ja się odchudzam już od [dzien-diety] dni…

Ale wracając do ważenia się. Jak już będę mógł się zważyć na normalnej wadze (poluję na taką do 180kg chociaż), ważenie będzie przebiegało następująco – po obudzeniu się mam godzinę na toaletę poranną tudzież inne ablucje a następnie, w samych slipkach, staję na wadze. I moim oczom ukazuje się wyrok, mam nadzieję, że regularnie skracany.

Zaczynam swoją przygodę

A więc, decyzja podjęta, rozpoczynam odchudzanie się. Nie jest to fanaberia modelki, która waży 45kg a chciałaby 41kg. Ważę prawie ćwierć tony! Mam małego, dwuletniego synka, i postanowiłem dożyć momentu, kiedy zaprowadzę go do szkoły i pójdę na pierwszą w życiu wywiadówkę. Synku, Twój tata będzie żył. A skoro dwóch lekarzy, zapowiedziało mi rychły zgon, jeśli czegoś ze sobą nie zrobię – no cóż, postanowiłem coś zrobić. Tak więc… zaczynamy…
A żeby się umotywować jeszcze lepiej, to robię to publicznie. Może komuś swoim przykładem pomogę?
Ważę obecnie [waga-dzisiaj], a moje BMI to [bmi]. Z tego poziomu zaczynamy.
Dzisiaj, piątego maja, 2014 roku, zaczynam swoją przygodę z odchudzaniem a jednocześnie walkę o życie i sprawność fizyczną. Trzymajcie kciuki.